Pages Navigation Menu

Nimfomanka cz. 2 -recenzja

Nimfomanka cz. 2 -recenzja

Pierwsza, wyczekiwana przez zwolenników Von Triera, część kontrowersyjnej Nimfomanki spotkała się z salwami śmiechu, popartymi przeżuwanym popcornem. Facebook został zalany lawiną wpisów obfitujących w zażalenia pod tytułem „oddajcie mi kasę”, „film porno równie dobrze mogę obejrzeć w domu”. Czego spodziewał się widz wybierając się do kina na drugą część tej, jakże prowokacyjnej produkcji,  pomijając naturalną chęć  zaspokojenia głodu, jakim jest czysta ciekawość? Jeśli spodziewał się dobrej zabawy, poprzez przyglądanie się erotycznym uniesieniom głównej bohaterki, która dotychczas czerpała korzyści ze swojego nałogu, bawiąc się nim, będąc totalnie wyzutą z emocji wyższych, to mógł doznać szoku poznawczego.

Druga część otwiera wrota do demonicznej krainy jaką jest zmierzenie się przez główną bohaterkę – Joe (graną przez Charlotte Gainsbourg) z trującą niczym strychnina zazdrością i brakiem umiejętności zbudowania zdrowej relacji z partnerem, Jeromem (Shia LaBeof). Jesteśmy świadkami niemocy i wszechogarniającej bezradności, z którą nie może poradzić sobie „Nimfomanka”, aby zacząć czerpać satysfakcję z życia seksualnego. Kobieta zmaga się z poczuciem winy a partner z ogromnym smutkiem stwierdza, że nie jest w stanie poskromić permanentnie wygłodniałego tygrysa, który zafundował emocjonalne sudoku jego wybrance. Joe zaczyna zaniedbywać i narażać na niebezpieczeństwo swojego synka Marcela, główne obowiązki spadają na ramiona opiekunki, podczas gdy „Nimfomanka” odnajduje ukojenie dla swoich dzikich rządzy pod pasmem masochistycznych uderzeń jakie funduje jej nijaki K (Jamie Bell).

W dalszej części towarzyszy również bohaterce Seligman – starszy mężczyzna, który przygarnia Joe pod swój dach, otaczając ją opieką, natomiast niekoniecznie zrozumieniem,  z pewnością nie takim jakiego oczekiwałaby od niego katująca się wyrzutami sumienia, przemęczona kobieta.  Nieświadomy i aseksualny katolik stosuje bardzo kulawe porównania, które Joe ostentacyjnie wyśmiewa. „Nimfomanka” próbuje ugasić żar pożądania przystępując do grupy seksoholików, natomiast mechanizmy rządzące jej psychiką są tak silne, że zrezygnowana i jednocześnie zbuntowana postanawia przerwać terapię usprawiedliwiając swoje postępowania myślą „przecież ja kocham seks”.

Joe przez cały film uświadamia widza, jak mocną pętlą zacisnął się na jej szyi węzeł uzależnienia i na jaki dół rozpaczy i degradacji własnego życia trafiła. Nie mniej jednak, można zaobserwować że krytycyzm wobec własnej osoby i poczucie winy nie spisują kobiety na straty. Pedofil, który pada ofiarą jej sprytnego zdemaskowania zostaje pochwalony w oczach bohaterki, za to że nigdy nie skrzywdził żadnego dziecka, ukrywając skrzętnie swoją mroczną naturę pod osłoną samotności, która towarzyszy Joe przez całe życie.

Lars Von Trier pokusił się w swoim dziele o pewnego rodzaju eksperyment. Można odnieść wrażenie, że reżyser w pewnym stopniu rozgrzesza duszę zagubionej” Nimfomanki” pijąc jednocześnie do zacofania społecznego i szowinizmu. Pragnie zauważyć, że rozwiązłe życie kobiety odbierane jest jak coś na miarę kainowego znamienia, noszenia odium dziwki aż po grób. Pozorną frywolność seksualną nakazuje rozpatrywać nie tylko powierzchownie, jako egoistyczną chęć czerpania doznań kosztem innych, ale i jako raniące aż do szpiku kości sidła, w które może wdepnąć każdy opętany samotnością człowiek.

Karolina Bachorowicz

Komentarze

comments